Decyzja ta zbiega się z 50. rocznicą jego męczeńskiej śmierci – kapłana, który w czasach komunistycznych stanął w obronie robotników i zapłacił za to najwyższą cenę.
Jego życie, naznaczone wiernością Ewangelii i wrażliwością na ludzką krzywdę, do dziś pozostaje jednym z najbardziej przejmujących świadectw kapłańskiej odwagi w powojennej Polsce.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Powołanie
Roman Kotlarz urodził się 17 października 1928 r. w Koniemłotach koło Staszowa, jako najmłodsze z sześciorga dzieci Szczepana i Walerii Kotlarzów.
Dom rodzinny znajdował się tuż obok kościoła parafialnego. Właśnie tam, w prostej religijnej atmosferze, rodziło się jego powołanie. Od najmłodszych lat wyróżniał się pobożnością i zamiłowaniem do modlitwy. Nauka przypadła jednak na trudny czas okupacji. Uczył się na tajnych kompletach w Staszowie, a wojna przerwała edukację i zmusiła rodzinę do przesiedlenia w okolice Połańca.
Po powrocie do rodzinnej miejscowości młody Roman z determinacją nadrabiał zaległości. Najpierw w Busku – Zdroju zdobył tzw. małą maturę, później kontynuował naukę w Staszowie.
Marzenie o kapłaństwie było jednak silniejsze niż trudności. Po zdaniu matury w Krakowie w 1949 r. wstąpił do seminarium.
Droga do kapłaństwa
Reklama
Formację rozpoczął w Częstochowskim Seminarium Duchownym w Krakowie. Jako kleryk uczęszczał na wykłady na Uniwersytet Jagielloński. Studia teologiczne nie były dla niego łatwe – lata wojny pozostawiły duże braki w edukacji. Nadrobił je jednak pracowitością i ogromną determinacją. Po chorobie przeniósł się do seminarium w Sandomierzu. Kolejne święcenia przyjmował w tamtejszej kaplicy seminaryjnej, a 30 maja 1954 r. w katedrze sandomierskiej otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. Jana Kantego Lorka. Tak rozpoczęła się jego droga kapłańska.
Pasterz bliski ludziom
Pierwszą placówką duszpasterską była Parafia św. Zygmunta w Szydłowcu. Już tam dał się poznać jako kapłan niezwykle oddany ludziom. Pomagał ubogim rodzinom, często dzieląc się pieniędzmi otrzymanymi podczas kolędy. Sam żył bardzo skromnie. Parafianie zapamiętali go jako kaznodzieję, którego słowa poruszały serca. Jego kazania przyciągały tłumy, ale jednocześnie budziły niepokój władz komunistycznych. Ksiądz Kotlarz nie wahał się mówić o godności człowieka, sprawiedliwości i prawdzie. Podobnie było w kolejnych parafiach – w Żarnowie, Koprzywnicy i Mircu. W Mircu szczególnie angażował się w pracę z dziećmi i młodzieżą. Gdy religię usunięto ze szkół, organizował katechezę w domach, a nawet w plenerze.
Miejsce próby
W 1961 r. trafił do Parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Pelagowie pod Radomiem. W praktyce pełnił tam obowiązki proboszcza. Jednym z jego zadań była także posługa w szpitalu psychiatrycznym w Krychnowicach. Jeździł tam kilka razy w tygodniu, często rowerem lub furmanką. Rozmawiał z chorymi, modlił się z nimi, błogosławił ich.
Lekarze wspominali później, że jego obecność przynosiła pacjentom ogromne ukojenie. Jednocześnie coraz uważniej obserwowała go komunistyczna bezpieka.
Kapłan nie potrafił milczeć, gdy widział krzywdę.
Błogosławieństwo dla robotników
Reklama
W czerwcu 1976 r. w Radomiu wybuchły robotnicze protesty przeciwko podwyżkom cen żywności. Radomski Czerwiec, stał się jednym z najważniejszych wydarzeń oporu wobec władzy komunistycznej. Dnia 25 czerwca ks. Kotlarz znalazł się wśród protestujących robotników. Na schodach Kościoła Świętej Trójcy pobłogosławił ich znakiem krzyża i modlił się za nich słowami: „Matko Najświętsza, któraś pod krzyżem stała, błogosław tym dzieciom, które pragną chleba powszedniego”.
Od tego momentu stał się dla wielu symbolem odwagi i solidarności z robotnikami.
Represje i męczeńska śmierć
Po wydarzeniach w Radomiu rozpoczęła się brutalna kampania represji. Ksiądz Kotlarz był wielokrotnie wzywany na przesłuchania, zastraszany i napadany przez nieznanych sprawców – najprawdopodobniej funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Napastnicy bili go i próbowali zmusić do milczenia. Mimo to kapłan nadal w kazaniach upominał się o godność człowieka, sprawiedliwość i szacunek. Dnia 15 sierpnia 1976 r., w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, podczas odprawiania Mszy św. zasłabł przy ołtarzu. Z okrzykiem „Matko, ratuj!” i stracił przytomność.
Zmarł trzy dni później – 18 sierpnia 1976 r.
Manifestacja
Reklama
Pogrzeb ks. Romana Kotlarza był wielką manifestacją pamięci i wdzięczności. Robotnicy radomscy nieśli jego trumnę ze szpitala w Krychnowicach do Pelagowa. Droga była usłana kwiatami. Po Mszy św. żałobnej ciało przewieziono do rodzinnych Koniemłotów, gdzie spoczęło na miejscowym cmentarzu obok grobu matki. Kapłan przeżył 48 lat, z czego 22 w kapłaństwie. Sługa Boży, podobnie jak ks. Jerzy Popiełuszko, stał się symbolem duchownego, który nie bał się stanąć po stronie prawdy. Nie prowadził działalności politycznej, był po prostu kapłanem wrażliwym na ludzką krzywdę. Jego życie pokazuje, że wielkie świadectwo rodzi się z codziennej wierności: modlitwy, pracy i odwagi w obronie godności człowieka.
Pamięć, która trwa
Pamięć o ks. Romanie Kotlarzu jest wciąż żywa. Co roku odbywają się uroczystości upamiętniające jego postać w: Radomiu, Pelagowie, Szydłowcu i Koniemłotach.
W grudniu 2018 r. rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. Wielu wiernych wierzy, że droga tego kapłana, rozpoczęta w małej parafii na ziemi sandomierskiej, prowadzi dziś ku chwale ołtarzy.
Ogłoszenie roku 2026 Rokiem Sługi Bożego ks. Romana Kotlarza ma przypomnieć jego historię kolejnym pokoleniom i zachęcić do odkrywania na nowo wartości, którym pozostał wierny aż do śmierci: wiary, prawdy, sprawiedliwości i miłości do Ojczyzny.
Artykuł powstał dzięki utworzonemu komitetowi organizacyjnemu obchodów jubileuszu 50-lecia śmierci Sługi Bożego Księdza Romana Kotlarza w Koniemłotach w składzie: ks. Tomasz Flis, Barbara Uśmiał, Irena Pogorzelska, Krzysztof Szczeszek, Małgorzata Masłocha.




