Jeszcze niedawno brzmiało to jak wyznanie wiary. „Czytam ją codziennie. I chciałbym kiedyś zrobić Polskę, która będzie właśnie taka. Jak będzie trzeba, to wszystko oddam, żeby właśnie taka była” – mówił lider Polski 2050, dosłownie płacząc nad konstytucją przed kamerką telefonu, połączoną ze swoim kontem na Facebooku. Na poniedziałkowej naradzie ta gotowość oddania wszystkiego zamienia się w zimny bilans strat. „Chcecie być politycznym trupem? Rozumiem. Ja mam o Polsce 2050 inne zdanie, a to, co tutaj mamy, to jest narada sztabowa, czy wojenna, a nie konkurs na najbardziej kwieciste metafory” – ucina Hołownia, gdy ktoś próbuje otrzeźwić towarzystwo. A rzeczywistość jest prosta: stołki albo nic.
Reklama
Publicznie, jeszcze w piątek, w Sejmie, w otoczeniu klubu parlamentarnego padły zdecydowane słowa: stanowisko po Pełczyńskiej-Nałęcz ma zostać przy Polsce 2050, „mamy umowę koalicyjną”, a jeśli ktoś tego nie uzgadnia, „będę rekomendował członkom rządu z naszego ugrupowania, żebyśmy po prostu nie sankcjonowali fikcji, tylko żebyśmy się z tego rządu wycofali”. Za drzwiami ton jest już inny. „Przestańmy mieć obsesję na punkcie Tuska. (…) Jeżeli jesteście gotowi postawić sprawę na ostrzu noża, podnieść głowę, wstać z kolan – to następnego dnia wszyscy nasi ludzie wylatują z wiceministerstw, ministerstw, wojewodów. Możemy radykalnie wyjść z koalicji, tylko pytam – co dalej?”. I zaraz doprecyzowanie: „Czy jesteśmy gotowi od jutra wyjść z koalicji? Nie sądzę, że jesteśmy gotowi”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
To „co dalej?” wraca jak echo. Michał Gramatyka (sam jest wiceministrem) sprzeciwia się pomysłom wycofania ludzi z ministerstw i doprowadzenia do upadku rządu – bo „i co dalej?”. Hołownia pyta wprost: „Jesteś gotów złożyć ofiarę stanowiska i odpowiedzialności Kasi Nowakowskiej, Michała Gramatyki, Marty Cienkowskiej, innych?”. Odpowiedzi brak, bo na spotkaniu głosu działacze już nie dostali. Zamiast niej pojawia się koncept przetrwania: „Może trzeba przenieść się w formę przetrwalnikową. Być mniejszym, ale zostać w obiegu. Albo rozważyć inne sojusze”. „Katarzyna niewykluczone, że pozbawiła nas wpływu na obsadę Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej” – dodaje lider, gdy okazuje się, że Tusk już wskazał Agnieszkę Bartol. Swoją prawą rękę jeszcze z czasów pracy w Brukseli, osobę spoza Polski 2050.
Wyparowywanie
Reklama
Własne postulaty też schodzą na dalszy plan. O odplatformieniu mediów publicznych Hołownia mówi: „To co robimy z odplatformieniem mediów publicznych? Janusz, to jest bardzo dobre pytanie. Tylko jaką mamy mieć na nie odpowiedź, jeżeli wśród naszych koalicjantów jest inne stanowisko niż nasze w tej sprawie?”. O ustawie antypolexitowej jeszcze dosadniej: „Co możemy więcej zrobić poza tym, że wyjdziemy i powiemy, że to jest słuszny pomysł? Jestem w stanie teraz wyjść i powiedzieć, że jeżeli nie, to Adam Rudawski wylatuje z pracy wojewody? Gra się tak, jak przeciwnik pozwala”.
A przeciwnik pozwala coraz mniej. Dysonans poznawczy w Polsce 2050 rośnie, ale wciąż brak realnej świadomości tego, co się dzieje. Publicznie jedno, na naradzie co innego. Trzy lata po wyborach, które miały przynieść koniec kupczenia stołkami, nagrania pokazują partię, która otwarcie rezygnuje z walki o własne zasady, gdy stawką jest kolejny fotel. „Nowa jakość” okazała się formą przetrwalnikową – mniejszą, ale „obecną w obiegu”.
Dla tych, którzy w 2023 r. uwierzyli w Sejmflix i oddolną zmianę, to już nie jest rozczarowanie. To weryfikacja. I pytanie, czy w 2027 r. wystarczy jeszcze raz opowiedzieć tę samą historię o lepszej Polsce, czy też elektorat z Jagodna zacznie pytać, co dokładnie zostało z tych obietnic – poza stołkami, których nikt nie chce oddać.




