Reklama

Dywizjon 303

Dwa wieki diecezji sandomierskiej

2018-06-06 10:32

Ks. Adam Stachowicz
Niedziela Ogólnopolska 23/2018, str. 24-25

Archiwum edycji „Niedzieli Sandomierskiej”

Dla sandomierskiego Kościoła jest to wyjątkowy czas. Świętujemy jubileusz 200-lecia naszej diecezji. Wobec dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa wydaje się, że to niewiele, ale z naszej perspektywy – to 200 lat kształtowania się naszej tożsamości religijnej.
Centralne uroczystości jubileuszowe odbędą się w Sandomierzu 16 czerwca 2018 r. Będzie im przewodniczył abp Salvatore Pennacchio, nuncjusz apostolski w Polsce

Niełatwą sprawą jest zamknąć 200 lat w kilku zdaniach. Tym bardziej że początki diecezji to czas zaborów i tylko połowa z istniejących struktur diecezjalnych wiąże się z funkcjonowaniem w niepodległej Polsce.

Takie były początki

Plany erygowania diecezji sandomierskiej rodziły się już w drugiej połowie XVIII wieku. Wtedy ziemie obecnej naszej diecezji przynależały do struktur diecezji krakowskiej. Pomysł wydzielenia diecezji sandomierskiej upadł, podobnie jak kilka innych mniejszych prób jego podejmowania. Sytuacja nabrała dynamizmu dopiero w 1815 r., po powstaniu Księstwa Warszawskiego. Wtedy to rozpoczęły się negocjacje Stolicy Apostolskiej z Rosją carską. Efektem tych rokowań była m.in. bulla „Ex imposita nobis” z 30 czerwca 1818 r., wprowadzająca nowy podział administracyjny Kościoła katolickiego na ziemiach Królestwa Polskiego.

Trochę historii

Czas stu lat zaborów to okres reorganizacji struktur. Dość szybko zorganizowano sieć dekanatów, a nowo utworzona diecezja liczyła wtedy ok. 200 parafii. Kolejne zmiany w strukturach kościelnych nastąpiły po upadku powstania styczniowego oraz już w wolnej Polsce.

Reklama

Prawie od razu zaczęło funkcjonować seminarium duchowne, na początku w dotychczasowym domu księży emerytów, a w 1904 r. zostało przeniesione do klasztoru po sandomierskich benedyktynkach.

W okresie międzywojennym, w 1923 r., za rządów bp. Mariana Ryxa, odbył się pierwszy synod diecezji sandomierskiej. Poważna zmiana miała miejsce w 1981 r., kiedy to nadano diecezji oficjalną nazwę: sandomiersko-radomska. Trwało to niedługo, bo mocą bulli „Totus Tuus Poloniae Populus” w 1992 r. nastąpiła duża reorganizacja jej granic. Nowa diecezja powstała z części diecezji sandomiersko-radomskiej i przemyskiej oraz po części z lubelskiej i tarnowskiej. Ujednolicania „różnych tradycji” podjął się bp Wacław Świerzawski, który w tym celu zwołał drugi synod diecezji sandomierskiej, pod hasłem: „Aby byli jedno”. Prace synodalne były prowadzone w latach 1996-99. Obecnie trwa trzeci synod, zwołany przez bp. Krzysztofa Nitkiewicza 25 marca 2017 r., i przebiega pod hasłem: „Aby nieść światło Ewangelii”.

Wizyta Papieża

Niewątpliwie największym wydarzeniem dla nas w ciągu 200 lat istnienia diecezji była wizyta Ojca Świętego Jana Pawła II w Sandomierzu. Stolica naszej diecezji wpisała się w VII apostolską pielgrzymkę Papieża Polaka. Powitanie i pożegnanie dostojnego gościa miało miejsce 12 czerwca 1999 r. w Tarnobrzegu-Wielowsi. Na staromiejskiej skarpie Sandomierza wraz z mieszkańcami diecezji, przybyłymi gośćmi z Polski i z zagranicy w spotkaniu uczestniczyło również Wojsko Polskie. Spotkaliśmy się u stóp krzyża wykonanego na wzór Krzyża Walecznych, z wizerunkiem Orła Białego i napisem: „Na polu chwały 1920”.

Ojciec Święty w homilii odniósł się zarówno do hasła całej pielgrzymki: „Bóg jest Miłością”, jak i do myśli, która nam towarzyszyła: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”. To właśnie młodzieży, harcerzom oraz żołnierzom i rycerstwu Papież zalecił przekazywanie światu przykładem życia orędzia cywilizacji miłości. Prosił również, aby nie lękać się żyć wbrew obiegowym opiniom i sprzecznym z Bożym prawem propozycjom. „Odwaga wiary wiele kosztuje, ale wy nie możecie przegrać miłości! Nie dajcie się zniewolić!” – apelował Papież. W Sandomierzu Ojciec Święty zwrócił się do rodzin, aby „stały w obronie czystości swych progów domowych”, padły wówczas pamiętne słowa: „Tylko czyste serce może w pełni kochać Boga. Tylko czyste serce może dokonać wielkiego dzieła miłości, jakim jest małżeństwo. Tylko czyste serce może służyć drugiemu”.

Na zakończenie pobytu w Sandomierzu Papież odwiedził również katedrę.

Jubileuszowe świętowanie

Uroczystości jubileuszowe 200-lecia diecezji trwają już od ubiegłorocznego liturgicznego wspomnienia bł. Wincentego Kadłubka, patrona diecezji. Wtedy to został ogłoszony dekret inaugurujący Diecezjalny Rok Jubileuszowy. Podczas tego jubileuszowego okresu swoje okolicznościowe spotkania mają różne stany i wspólnoty. Świętują rodziny, młodzież oraz kapłani, grupy apostolskie, przedsiębiorcy i rzemieślnicy. Odbywały się różne sympozja, zjazdy oraz zostało wydanych kilka pozycji książkowych.

Bp Krzysztof Nitkiewicz wraz z bp. Edwardem Frankowskim zapraszają wszystkich chętnych na centralne uroczystości jubileuszowe do Sandomierza w dniu 16 czerwca br. Rozpoczną się one w sandomierskiej bazylice katedralnej o godz. 11. Druga część obchodów będzie miała miejsce w Wyższym Seminarium Duchownym w Sandomierzu. Pragniemy razem dziękować Bogu za dotychczasowe łaski i prosić o błogosławieństwo na dalsze lata.

Diecezjalny Rok Jubileuszowy będzie trwał do święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, czyli 8 września br.

Bp Krzysztof Nitkiewicz o III Synodzie Diecezji Sandomierskiej:

– Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat zmieniły się znacząco uwarunkowania kulturowe, cywilizacyjne, społeczne i demograficzne. Są osiągnięcia i optymistyczne perspektywy, ale nie brakuje również zjawisk i problemów rodzących poważne niepokoje.
Trzeba przyznać rację autorowi łacińskiej sekwencji:
„Tempora mutantur et nos mutamur in illis” – Czasy się zmieniają, a my zmieniamy się wraz z nimi. Ojciec Święty Franciszek mówi nawet, że mamy do czynienia nie tyle z epoką zmian, ile raczej z epokowymi zmianami.
Dlatego należy szukać nowych dróg i metod, aby – jak głosi hasło synodu – „Nieść światło Ewangelii”. To znaczy żyć nią i przepowiadać zgodnie z poleceniem Chrystusa. Może dlatego włoski kapłan, filozof i działacz społeczny ks. Giuseppe Dossetti uważał, że synody diecezjalne wpisują się w proces dojrzewania Kościoła.

Bp Krzysztof Nitkiewicz o jubileuszu 200-lecia diecezji sandomierskiej:

– Wspólnotowe obchody jubileuszu łączą się z rodzinnym i osobistym przeżywaniem tego czasu łaski, który powinien prowadzić do pełniejszego zjednoczenia z Chrystusem Panem przez wsłuchiwanie się w słowo Boże, życie sakramentalne, modlitwę, pielgrzymowanie do sanktuariów, dzieła charytatywne, a także poznawanie historii i teraźniejszości diecezji sandomierskiej.

Tagi:
Sandomierz diecezja

Żale pana wojewody

2018-08-01 10:33

Arkadiusz Bednarczyk
Edycja rzeszowska 31/2018, str. VI

Skromny kościółek Ojców Reformatów tuż za Bramą Opatowską w Sandomierzu, postawiony ku uczczeniu wyboru na króla Rzeczypospolitej – Michała Korybuta Wiśniowieckiego, skrywa w sobie szczątki pewnej świątobliwej panienki, którą otacza aura cudowności... Jej ojciec zaś był jednym z bardziej znanych poetów czasów króla Jana Sobieskiego...

Arkadiusz Bednarczyk
Kościół Reformatów w Sandomierzu, w którym spoczywają Morsztynowie

Niezrównany pamiętnikarz Jan Chryzostom Pasek, opisując zamęt w kraju po abdykacji króla Jana Kazimierza, wspominał: „Nie trzeba daleko szukać nam króla; mamy go pomiędzy sobą; alboż niegodzień książę Michał korony? Wówczas jeden z posłów z ziemi sandomierskiej podkomorzy Michał Dębicki pierwszy krzyknął, rzucając czapkę do góry: „Wiwat Piast; wiwat król Michał”. Wtedy też postanowiono w głównym grodzie ziemi sandomierskiej wznieść kościółek Reformatów na polu ofiarowanym przez księcia Aleksandra Lubomirskiego. Wybudowano go z rozebranych cegieł zamku zawichojskiego.

W pobliskim Chorzelowie nieopodal Mielca mieszkał Stanisław Morsztyn, towarzysz walk króla Jana Sobieskiego i barokowy poeta. Córka wojewody – panna Teresa na dworze w Chorzelowie koło Mielca zachwycała wszystkich nie tylko swoją urodą, ale i intelektem. Jak wspominał jej biograf, osiemnastowieczny reformata ojciec Florian Jaroszewicz, „w pobożności i różnych naukach godnemu imieniu przyzwoitych była wyćwiczona. Przez cudnie piękną urodę, wdzięczną wymowę, biegłość różnych języków, roztropność w akcyach, uczciwość w obyczajach tak wszystkim była przyjemna, że nie tylko równych sobie kawalerów oczy i serca pociągała, ale pewien monarcha słysząc o jej wybornych przymiotach, pragnął cieszyć się jej widzeniem i mocno się o to starał, ale wstydliwa panienka, bojąc się przynajmniej złego poruszenia, żadną miarą nie chciała mu dać się widzieć...”.

Niesprawiedliwość i rozpacz

Wojewoda Morsztyn był przyjacielem króla Jana III Sobieskiego, walczył z królem pod Chocimiem, gdzie został ranny, oraz pod Żórawnem. Napisał nawet specjalny „Balet na koronacyję” dla króla – który został wystawiony w kwietniu 1676 r. na Wawelu przed obliczem króla. Morsztyn ożenił się z kasztelanką warszawską Konstancją Oborską, a uroczystość tę opisał przyjaciel pana młodego, również poeta pochodzący z okolic Biecza, Wacław Potocki. Z kolei Morsztyn w napisanym wierszu „Odkryta szczerość kawalerska” demaskował obyczajowe zepsucie panujące w kręgach polskiej magnaterii.

Życie nie rozpieszczało pana wojewody: najpierw został oskarżony o kryptoarianizm i skazany na zamknięcie w wieży na dwanaście tygodni przez wojewodę sandomierskiego Bidzińskiego, a wkrótce zmarły mu ukochane dzieci. Rozpowszechniano na Morsztyna paszkwile i nazywano go „niekrzczony senator”. Możliwe, że Morsztyn nigdy formalnie ochrzczony po katolicku nie został, jak pisał przed laty znawca jego biografii Jan Durski. Po prostu w pewnym momencie zaczął występować jako praktykujący katolik.

Ale wróćmy do córki Morsztyna – Teresy. Po edukacji u warszawskich Sióstr Sakramentek „cudzoziemskim językiem mówić, albo swoim jednakoż jej było” – jak pisał jej ojciec. Jednak Teresa nie myślała o tym, aby wyjść za mąż. Myślała o wstąpieniu do klasztoru, jeździła na nabożeństwa do kościoła w pobliskim Mielcu. Bardzo silny związek Morsztynowie posiadali z sandomierskimi Reformatami. Wspierali zakonników licznymi donacjami. A i zakonnicy byli częstymi gośćmi u Morsztynów w Chorzelowie. Pan wojewoda ufundował również w Chorzelowie szpital dla ubogich.

Niespodziewanie w sierpniu 1698 r. panna Morsztynówna zachorowała. Na dwór w Chorzelowie przybyło dwóch reformatów, aby konającej dziewczynie udzielić ostatniej posługi. Teresa złożyła dozgonny ślub czystości i postanowienie wstąpienia do zakonu. Niestety, zakaźna choroba, która ją dotknęła, okazała się silniejsza. Dziewczynka zmarła i została pochowana w białej sukni u sandomierskich Reformatów. Niedługo po jej śmierci, 2 września, zmarł starszy syn Morsztyna, 22-letni Jakub. Zrozpaczony ojciec napisał poemat „Smutne żale po utraconych dzieciach”.

Budzenie panny wojewodzianki

Po osiemnastu latach od śmierci Teresy Morsztynówny otwarto trumnę z ciałem ukochanej córki. Jakież było zdumienie obecnych, kiedy oczom ich ukazała się nienaruszona postać zmarłej Teresy... Trumnę ponownie otwarto w 1734 r. i wówczas „widziane było jej ciało w całości i białości”. Wtedy to jedna z mieszkanek Sandomierza chciała sprawdzić ów cud i dotknęła jej ciała, które wydało się jej „jakby w żywej pannie było”.

W 1742 r. z polecenia prowincjała reformatów o. Stefana Horodyńskiego przełożono ciało Teresy do nowej trumny. W kwietniu 1860 r. „Tygodnik Ilustrowany” pisał, iż ciało Teresy pochowane w grobach tutejszego kościoła w całości się utrzymuje i zdaje się jakby niedawno tu złożone zostało: „(...) twarz jeszcze piękna, włosy koloru bladozłotego, tak jak u żyjącego człowieka, kryzy na szyi, szlaftok na przodzie otwierany i suknia z grubej materii, trzewiki na wysokich korkach, rękawiczki – wszystko to nie uległo żadnemu zepsuciu ani swojej barwy nie straciło”. Dowiadujemy się z korespondencji, że panienka była przez rodziców swoich pochowana w daleko kosztowniejszej trumnie niż obecna. W krypcie pochowano również krewnego Teresy – reformatę Marcelina Morsztyna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Czy „bomba” wybuchnie w Dublinie?

2018-08-14 11:02

O Światowym Spotkaniu Rodzin z Costanzą Miriano rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2018, str. 12-14

Costanza Miriano pochodzi z Perugii, ale mieszka w Rzymie. Pracuje w telewizji publicznej RAI; najpierw pracowała w dzienniku telewizyjnym „TG3”, a teraz zajmuje się informacją religijną w RAI oraz współpracuje z różnymi czasopismami. Ale – jak podkreśla – jest przede wszystkim żoną i matką czworga dzieci. Jest gorliwą katoliczką i nie ukrywa swoich uczuć religijnych ani w życiu osobistym, ani zawodowym. Należy do Komitetu „Brońmy naszych dzieci”, który organizował we Włoszech manifestacje Dzień Rodziny – „Family Day” . Wśród wielu zajęć Costanza Miriano znajduje jeszcze czas, by po nocach pisać książki, które budzą wiele emocji. Pierwsza, zatytułowana „Sposati e sii sottomessa”, stała się wydarzeniem nie tylko literackim we Włoszech i we wszystkich krajach, gdzie się ukazała. W Polsce nosi tytuł: „Wyjdź za mąż i poddaj się. Ekstremalne przeżycia dla nieustraszonych kobiet” (Wydawnictwo Esprit). Jest to seria oryginalnych, błyskotliwych, ironicznych i rozśmieszających do łez listów, w których Costanza pisze o miłości, małżeństwie i rodzinie. W Hiszpanii feministki i lewicowi politycy nie chcieli dopuścić do dystrybucji tej książki, gdyż – w ich opinii – „broni kobiecego podporządkowania” i jest „podżeganiem do przemocy wobec kobiet”; inni twierdzili, że „narusza konstytucję”. Dyskutowano na jej temat również w parlamencie hiszpańskim i próbowano przekazać sprawę jej publikacji do prokuratury. A przecież tytuł książki to po prostu słowa zaczerpnięte z Listu św. Pawła do Efezjan. Po tak gwałtownych reakcjach na pierwszą książkę autorka zdała sobie sprawę, że trzeba napisać kolejną, aby wyjaśnić kobietom, jak rozmawiać z mężczyznami. I tak powstała książka: „Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć” – w tym przypadku tytuł nawiązuje do innego fragmentu Listu: „A wy, mężowie, kochajcie żony z takim oddaniem, z jakim Chrystus pokochał Kościół. On oddał za niego życie...”. Pomimo ostrej krytyki feministek z różnych środowisk i ataków laickich mediów książki stały się bestsellerami – wydrukowano ok. 100 tys. egzemplarzy każdego z tytułów.
W parny letni ranek spotkałem Costanzę Miriano w rzymskim barze – tematem naszej rozmowy nie były jednak jej książki, ale zbliżające się Światowe Spotkanie Rodzin w Dublinie.

Włodzimierz Rędzioch
Costanza Miriano

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – W dniach 22-26 sierpnia br. odbędzie się IX Światowe Spotkanie Rodzin, tym razem w Dublinie w Irlandii. To ważne wydarzenie dla wszystkich, którym leży na sercu los rodziny we współczesnym świecie...

COSTANZA MIRIANO: – Od 1994 r. co trzy lata odbywają się Spotkania Rodzin, których pomysłodawcą był św. Jan Paweł II – to jedna z wielu proroczych idei Papieża z Polski. To właśnie wtedy ONZ wezwała do obchodzenia Międzynarodowego Roku Rodziny, a Kościół odpowiedział na to wezwanie, organizując Światowe Spotkania Rodzin, aby przedstawić światu swoją wizję rodziny. Oczywiście, nie są to spotkania, podczas których udzielana jest praktyczna pomoc rodzinom czy manifestuje się rodzinom bliskość Kościoła – to robi się (lub powinno się robić) na co dzień w parafiach i innych środowiskach kościelnych. Wynika to również z faktu, że zwykle w spotkaniach tych biorą udział rodziny już zaangażowane w działalność Kościoła i należące do różnych stowarzyszeń i organizacji.

– Jakie jest więc znaczenie Światowych Spotkań Rodzin?

– Moim zdaniem, główny cel tych spotkań jest zasadniczo komunikatywny: mają one być znakiem dla świata, propagowaniem idei dotyczących rodziny przez wypowiedzi wykwalifikowanych prelegentów oraz bogaty program. Oczywiście, media zazwyczaj nagłaśniają tylko niektóre, starannie wybrane słowa papieża. Ale dla milionów rodzin, które śledzą spotkania w domu, mają one wartość proroczego znaku.

– W tym roku jest Pani jednak zaniepokojona zbliżającym się spotkaniem, które odbędzie się w Dublinie. Dlaczego?

– Martwię się, ponieważ wśród prelegentów znalazł się ks. James Martin, jezuita, który będzie miał wykład zatytułowany – cytuję po angielsku – „Showing welcome and respect in our Parishes for «LGBT» People and their Families” (co można przetłumaczyć: „Okazywanie otwarcia i szacunku w naszych parafiach dla osób «LGBT» i ich rodzin”). Ten amerykański jezuita napisał książkę, w której twierdzi, że jeśli ludzie, którzy mają pociąg do osób tej samej płci, są nieszczęśliwi, to jest w tym wina Kościoła. Nie pisze o nadużyciach, których wielu z nich doznało; nie pisze, że akty homoseksualne są głęboko sprzeczne z ludzkim szczęściem, ale pisze o „złym” Kościele.

– Dlaczego uważa Pani, że Kościół nie powinien używać akronimu „LGBT”?

– Należy podkreślić, że akronim „LGBT” został wymyślony przez wojujących homoseksualistów. Ale oznacza to „przylepić etykietkę” człowiekowi w zależności od jego pociągu seksualnego, a to znaczy odebrać mu godność jako osobie, która jest i zawsze będzie czymś więcej niż popędem seksualnym. Człowiek to po prostu osoba i nigdy nie będzie osobą LGBT. Niepokojące jest to, że akronim „LGBT” po raz drugi pojawia się oficjalnie w kościelnym dokumencie.

– A kiedy użyto go po raz pierwszy?

– Po raz pierwszy użyto go na prośbę młodych w czasie opracowywania Dokumentu przygotowawczego Synodu Biskupów o młodzieży. Wydawało mi się to absurdalne, ponieważ ojcowie nie powinni zgadzać się ze wszystkimi szaleństwami swoich dzieci, ale powinni je korygować, aby dobrze wyrosły i były szczęśliwe. Tym razem jednak decyduje się go użyć ksiądz, czyli ktoś, kto powinien dobrze znać stanowisko Kościoła. A przecież Kościół nie jest jego, ale ma on depozyt wiary, który otrzymał i musi przekazać dalej.

– W takim razie – jakie mogą być konsekwencje obecności ks. Martina na Spotkaniu Rodzin w Dublinie?

– Przede wszystkim jest to policzek wymierzony milionom rodzin, które na co dzień zmagają się z wieloma problemami z powodu braku pracy lub wielkiego wysiłku, kiedy jest praca; które muszą stawić czoło ubóstwu czy problemom związanym z posiadaniem dziecka niepełnosprawnego; które walczą, by dochować wierności małżeńskiej, oraz z pokusą, by zrezygnować ze wszystkiego. Te rodziny, gdy wkrótce otworzą gazety, będą czytać tylko o wojowniczym kapłanie. Nic w nich nie będzie o pięknych świadectwach życia rodzinnego, o doświadczeniach pracy z „poranionymi” rodzinami, o całym ogromnym bogactwie mądrości, które Kościół może zaoferować w tej dziedzinie.

– Pani pracuje w mediach i dobrze wie, jak działają. Jak, według Pani, media wykorzystają obecność ks. Martina?

– Wiem dobrze, że kiedy jest jakaś konferencja czy oficjalna inicjatywa, media nigdy nie podają istotnych treści, uważanych za zbyt instytucjonalne i formalne. W żargonie mówimy: „przygotuj jakiś kawałek na marginesie”, czyli napisz coś, co nie dotyczy głównego tematu konferencji, bo to jest uważane za nudne, ale coś intrygującego, co może podnieść choćby minimalnie oglądalność lub zyskać jeszcze jedno kliknięcie „like”. Jest to choroba mediów i trzeba zdawać sobie z tego sprawę. Jeśli w Dublinie jest ksiądz pro LGBT, to newsem dla gazet będzie on – kapłan, który nie zgadza się z katechizmem (mówi, że prowadzi do samobójstw!), a nie małżeństwo, które np. opowiada, jak wyszło z kryzysu albo jak pozostać razem, oddając serca Chrystusowi, czy jak staje się jednym ciałem, przeżywając tę wielką tajemnicę, o której Jezus mówi w Ewangelii. To samo stało się z papieskim dokumentem „Amoris laetitia” – dla ogromnej większości ludzi dwa paragrafy VIII rozdziału wymazały wszystko inne, bo ludzie, niestety, przestali czytać w całości dokumenty papieskie – listy, adhortacje apostolskie, encykliki.

– Kogo można winić za zaistniałą sytuację?

– Nie wiem. Ale wiem, że dla wielu ludzi ks. Martin nie był osobą mile widzianą i że doszło do „przeciągania liny”, by uniemożliwić zaproszenie go. Nie wiem, kto był zwolennikiem tego zaproszenia, chociaż mogę to sobie wyobrazić. Ale wiem, kto przegrał – straciły rodziny i straci także Kościół, tracąc wiarygodność, bo lobby LGBT nie ma nic wspólnego ze Spotkaniem Rodzin.

– W jaki sposób można pomóc rodzinie, w której jest osoba doświadczająca pociągu płciowego do osób tej samej płci?

– Po pierwsze, nie jest to temat Spotkania Rodzin. Tematem jest rodzina, a więc przede wszystkim relacje kobieta – mężczyzna i wychowanie dzieci. Już to wystarczyłoby jako temat spotkań, wykładów, konferencji i katechez, biorąc pod uwagę powszechny analfabetyzm w tej dziedzinie. A jeśli chcemy zająć się konkretnymi problemami dzieci – bo jeśli mówimy o homoseksualizmie, nie możemy mówić o parach, ale ewentualnie o rodzicach, którzy chcą pomóc swoim dzieciom – dlaczego zajmować się tylko tym problemem? Dlaczego nie pomóc rodzicom z dziećmi w stanie depresji, różnorodnie uzależnionymi (narkotyki, komputer, gry hazardowe itp.), z zaburzeniami odżywiania i ze wszystkimi innymi problemami związanymi z okresem dojrzewania? Ale jeśli naprawdę chcemy zająć się osobami tej samej płci, powinniśmy zaprosić stowarzyszenie „Courage” (www.couragerc.org), którego katolicki apostolat dotyczy tego specyficznego problemu i pomaga odkryć, w jaki sposób ta rana może doprowadzić do spotkania z miłością Bożą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jasna Góra: dyrektorzy szkół katolickich o wychowaniu patriotycznym

2018-08-21 15:55

it / Częstochowa (KAI)

Wychowanie młodego pokolenia w duchu miłości Ojczyzny ma wielkie znaczenie dla przyszłości narodu - przypominają na Jasnej Górze dyrektorzy szkół katolickich. Ogólnopolska konferencja stanowi przygotowanie do rozpoczynającego się już wkrótce nowego roku szkolnego i jest okazją do omówienia różnych zagadnień związanych przede wszystkim z reformą oświaty.

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Wciąż wzrasta zainteresowanie placówkami katolickimi i chociaż w kraju mamy niż demograficzny, w szkołach katolickich uczniów przybywa. To stanowi spore wyzwanie przede wszystkim organizacyjne, zwłaszcza dla podstawówek, których jest ponad 260, ale jest także okazją, by mówić o wartościach i wychowywać w duchu chrześcijańskim, większą liczbę młodych. - Chodzi także o kształtowanie postaw patriotycznych - zauważa s. Maksymiliana Wojnar z Zarządu Rady Szkół Katolickich.

- Nie da się mówić o wartościach patriotycznych i wychowywać do patriotyzmu bez kultury, która jest chrześcijańska - przekonuje s. Maksymiliana. Dodaje, że „odeszliśmy daleko od patriotyzmu w tym co widzimy i chcemy przeprowadzić przez te trudne czasy dzieci i młodzież, ich rodziców, tak ażeby się trzymali wartości kulturowych, tradycyjnych, rodziny”.

W tym celu Rada Szkół Katolickich organizuje w tym roku Ogólnopolski Konkurs „Ludzie wiary i ludzie Kościoła w służbie Niepodległej. Walka - Budowa - Obrona”. Konkurs odbędzie się w roku szkolnym 2018/2019. Do udziału w nim zaproszeni są uczniowie klas VII i VIII szkół podstawowych gimnazjaliści (w roku 2017/2018 – klasy II) oraz uczniowie szkół ponadpodstawowych.

Głównym celem Konkursu jest głębsze poznanie przez młodzież postaci zasłużonych dla polskiej niepodległości, które nie będą w roku 2018 bohaterami „pierwszego planu”, ale których dzieło życia - w dziedzinie polityki, duszpasterstwa, sztuki lub gospodarki, inspirowane wiarą, zasługuje na upamiętnienie.

- Chcemy włączyć się w formację duszpasterską i pomóc Kościołowi i rodzicom w wychowywaniu - dodaje przedstawicielka Zarządu. - Jesteśmy ciągle na etapie toczenia się reformy oświaty. Reformy generalnie są bardzo kłopotliwe, burzą pewien porządek. Jesteśmy w połowie tej reformy, bo za rok nas czeka jeszcze reforma liceów i techników. Mamy pogląd na to co pozostało zrobione i co nas czeka i uważamy, że najważniejszą sprawą dla szkół katolickich jest obrona, tu i teraz w Polsce, tożsamości, charakteru szkoły katolickiej w nauczycielach, w dyrektorach – zauważa s. Maksymiliana.

Jeśli chodzi o reformę oświatową to sporym wyzwaniem w szkołach katolickich jest wchodzące od 1 września obowiązkowe ocenianie nauczycieli według określonych kryteriów i wskaźników.

Nieco łatwiejszym wydaje się wsparcie kształcenia matematycznego w szkołach podstawowych. - Dzisiaj rozpoczynamy informacyjny program dla dyrektorów dobrego uczenia matematyki w klasach początkowych 1-3. Chcemy wesprzeć tę trudną dziedzinę edukacji, która w Polsce kuleje, ponieważ matematyka nie jest potrzebna tylko do liczenia pieniędzy, ale uczy krytycznego myślenia – powiedziała s. Maksymiliana.

Jak dodał ks. Zenon Latawiec, Dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych Towarzystwa Salezjańskiego w Oświęcimiu i Przewodniczący Rady Szkół Katolickich „nauka matematyki nie ogranicza się wyłącznie do cyfr”. - Nieumiejętność myślenia praktycznego, przyczynowo - skutkowego u dzieci i młodzieży bardzo często zbiera swoje tragiczne żniwo poprzez brak roztropności, o czym słyszymy często, chociażby w czasie wakacji - powiedział ks. Latawiec.

Konferencja dyrektorów przed inauguracją nowego roku szkolnego zawsze rozpoczyna także nowy rok pracy formacyjnej. S. Anna Telus, dyrektor szkoły katolickiej prowadzonej przez Zgromadzenie Sióstr Prezentek w Rzeszowie podkreśla, że „przykłady pociągają, dlatego im więcej będziemy mieć nauczycieli dbających o własną formację duchową, tym lepszych wykształcimy uczniów”.

Rada Szkół Katolickich zachęca szkoły, by włączyły się w „Wielki różaniec milenijny”. To inicjatywa modlitewna, której pomysłodawcami są przedstawiciele Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców, mająca na celu przygotowanie do obchodów Podwójnego Milenium - dwóch tysięcy lat Odkupienia ludzkości przez Jezusa Chrystusa w 2033 r. - W poczuciu odpowiedzialności za przyszłość chrześcijaństwa w Polsce i na świecie, na wzór Wielkiej Nowenny przed Jubileuszem Milenium Chrztu Polski, dla większej chwały Boga przed Jubileuszem Podwójnego Milenium Odkupienia w obliczu nowych wyzwań, przed którymi staje chrześcijaństwo zapraszamy do podjęcia tej inicjatywy - czytamy m.in. w zaproszeniu.

- Dzisiaj rok 2033 wydaje się odległy, ale jeżeli przyłożymy do czasu dzielącego nas od tej daty pespektywę Maryjną, wyrażoną cząstkami Tajemnic Różańcowych, to okaże się, że przygotowania warto rozpocząć wkrótce. Różaniec, nazywany przez Jana Pawła II streszczeniem Ewangelii, jak żadna inna modlitwa pomaga kontemplować tajemnicę drogi Bożego Miłosierdzia, która wiodła od Zwiastowania i zaprowadziła Jezusa na Golgotę a potem przez Zmartwychwstanie udzieliła ludzkości najobfitszych łask” – napisali dalej przedstawiciele Rady Szkół.

Wszystkie szkoły katolickie w Polsce zrzeszone są w Radzie i pozostają pod opieką Konferencji Episkopatu Polski. Rada została powołana w 1994 r. należą do niej szkoły katolickie prowadzone przez kościelne osoby prawne oraz szkoły, które zostały uznane za katolickie dekretem biskupa diecezjalnego i są prowadzone przez inne osoby prawne lub fizyczne.

RSK posiada osobowość prawną kościelną i cywilną. Działa w oparciu o Statut. Pracami Rady kieruje Zarząd, na czele którego stoi Przewodniczący. Kandydatura przewodniczącego jest każdorazowo zatwierdzana przez Konferencję Episkopatu Polski. Rada Szkół Katolickich wspiera szkoły oraz ich organa założycielskie w zachowaniu katolickiej tożsamości i rozwijaniu działalności. Do jej zadań należą m.in. organizowanie formacji i dokształcania nauczycieli i wychowawców oraz udzielanie im pomocy prawnej; koordynowanie współpracy między szkołami katolickimi w zakresie wychowania i nauczania, w tym doskonalenia programów wychowawczo-dydaktycznych; wspieranie rozwoju szkół katolickich i świadczenie pomocy w tym zakresie diecezjom, parafiom, zakonom i stowarzyszeniom.

Rada Szkół Katolickich organizuje corocznie Ogólnopolskie Forum Szkół Katolickich, Forum Młodzieży, konferencje, szkolenia i kursy dla dyrektorów szkół i nauczycieli, a także konferencje dla przedstawicieli organów prowadzących szkoły.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem