Reklama

Szkoła Wyższa Zarządzania i Ekonomii

U Maryi przed maturą

2018-03-28 10:57

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 13/2018, str. VIII

ks. Adam Stachowicz
Bp Edward Frankowski przewodniczył Mszy św.

Zjazd rozpoczął się rejestracją uczestników i spotkaniem w Auli o. Kordeckiego. W tym roku spotkanie z „ciekawym człowiekiem” poprowadził Marcin Kaczmarzyk, pracownik naukowo-dydaktyczny na politechnice rzeszowskiej. Opowiedział o swoim wypadku, w którym stracił całkowicie wzrok, lewą dłoń i część prawej ręki, cudem zachowując życie.

Te wydarzenia pokazywał jako opatrznościowe i podkreślał:

– W życiu naprawdę warto jest Panu Bogu zaufać, ponieważ On doskonale wie, co nam jest potrzebne do szczęścia i do zbawienia. Problem polega na tym, abyśmy potrafili zrezygnować z pewnych rzeczy, które nam się wydają konieczne. Kiedy nauczymy się z pewnych rzeczy rezygnować, to dostrzeżemy, że tak naprawdę one nam nie są potrzebne.

Reklama

Następnie młodzi udali się na modlitwę różańcową w Kaplicy Cudownego Obrazu.

Pątnikom pierwszego dnia towarzyszył bp Edward Frankowski. W homilii do młodych oraz przybyłych z nimi katechetów i wychowawców mówił o więzi, jaką każdy z nas ma z Matką Bożą Królową Polski. Wskazywał, że Maryja ciągle pomaga nam się jednoczyć z Jezusem. Nawiązał również do jubileuszy nam towarzyszących – dwustulecia istnienia diecezji oraz setnej rocznicy odzyskania niepodległości. – Potrzeba, abyście wyzwolili w sobie radość z przeżywanych jubileuszy w diecezji i w Ojczyźnie. Waszą aktywnością budujcie Polskę i Kościół w diecezji oraz naszej Ojczyźnie. Czyńcie to według najwspanialszych tradycji chrześcijańskich, które odziedziczyliśmy po naszych przodkach i które są sprawdzone. Dzięki nim zwyciężyliśmy, odzyskując niepodległość, i jesteśmy wolnym narodem. Macie przed sobą wielką perspektywę i za to chciejcie Panu Bogu podziękować. Budujcie niepodległą Ojczyznę i bądźcie aktywni w diecezji i w Polsce, aby z was byli zadowoleni rodzice, nauczyciele i wychowawcy, ale także Kościół – apelował bp Edward Frankowski.

Uczestnicząca w spotkaniu Zuzanna Sadło zaznacza: – Matura jest dla nas bardzo ważna. Od tego, jak ją napiszemy, zależy nasza przyszłość. Dlatego tak jak przed każdym ważnym momentem w życiu pragnę prosić Boga o pomoc i wsparcie. Trwając przy Bogu, zawsze mam poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Chciałabym żeby tym razem też tak było, żeby nie „zjadł mnie stres”, żebym spokojnie podeszła do rozwiązywania zadań, ale także bym miała siłę do walki z lenistwem i nie zmarnowała miesiąca, który został na przygotowania do matury. Co więcej, chcę prosić Boga, by kierował moją przyszłością i moimi wyborami w kwestii studiów, bo wiem, że idąc za Nim, wybiorę najlepszą z możliwych dróg. Natalia Łącka dodaje: – Przyjechałam na pielgrzymkę maturzystów z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest wyproszenie wszelkich łask u Matki, nie tylko tych dotyczących matury, ale i innych, ponieważ okazja spotkania z Nią nie zdarza się na co dzień. Drugim powodem jest poczucie wspólnoty, która zgromadzi się, by być razem w tym wspaniałym miejscu.

Cel swojego przyjazdu do Częstochowy określa również Albert Krawczyński: – Przyjechałem tutaj na Jasną Górę z intencją o dobre wyniki w nauce oraz o znak od Boga, na jakie studia się wybrać, w którym kierunku pójść. Mam nadzieję, że zarówno moje prośby, jak i moich kolegów zostaną wysłuchane, a nasza droga pokrywać się będzie z Bożą drogą, co obecnie nieraz jest bardzo trudne. Również ufam, że będziemy spełnieni w życiu prywatnym.

W pierwszym spotkaniu uczestniczyło ponad 1200 maturzystów. W całości organizatorzy spodziewają się ponad 2500 uczestników. – Wytworzyła się pewna tradycja pielgrzymek maturzystów na Jasną Górę. Jest to dla nich czas zawierzenia matury oraz wyborów życiowych Matce Bożej. Jest to forma wychowania i kształcenia młodego pokolenia w duchu wartości. Dziękuję nauczycielom, wychowawcom i katechetom za zorganizowanie wyjazdu młodzieży – zaznacza ks. Marian Bolesta, organizator spotkania.

Tagi:
Jasna Góra pielgrzymka maturzyści

Pielgrzymi "Niedzieli Rzeszowskiej" w Rzymie

2018-04-22 17:45

W czwartym dniu pielgrzymki czytelnicy "Niedzieli Rzeszowskiej" dotarli do Wiecznego Miasta.

Zwiedzanie Rzymu rozpoczęli od Bazyliki św. Jana na Lateranie – katedry biskupa Rzymu i jednocześnie jednej z czterech bazylik większych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Pielgrzymi "Niedzieli Rzeszowskiej" w Rzymie

2018-04-22 17:45

W czwartym dniu pielgrzymki czytelnicy "Niedzieli Rzeszowskiej" dotarli do Wiecznego Miasta.

Zwiedzanie Rzymu rozpoczęli od Bazyliki św. Jana na Lateranie – katedry biskupa Rzymu i jednocześnie jednej z czterech bazylik większych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzym: papieski kamerdyner opowiada o cudach Jana Pawła II

2018-04-23 11:52

st (KAI) / Watykan

O cudach, których był świadkiem dokonanych przez Jana Pawła II opowiada w swojej książce liczący obecnie 83. lata Angelo Gugel, kamerdyner trzech papieży – Jana Pawła I, Jana Pawła II i Benedykta XVI. Wywiad z nim ukazał się na łamach największego włoskiego dziennika „Corriere della Sera”.

Archiwum „Aspektów”

Angelo Gugel, zanim został kamerdynerem był żandarmem watykańskim. Natomiast „cud” o którym opowiada dotyczy jego żony, Marii Luisy. Wyznał, że ich pierwsze dziecko urodziło się martwe. Dlatego postanowili, aby każde z dzieci jako drugie imię otrzymały Maria. Czwarte nazywa się Carla Luciana Maria na cześć Karola (Wojtyły) i papieża Lucianiego. Urodziła się w 1980 r., za wstawiennictwem Jana Pawła II. Podczas tej ostatniej ciąży, wyjaśnia Gugel, pojawiły się poważne problemy. Ginekolodzy z polikliniki Gemelli wykluczyli, że ciąża może być kontynuowana. Pewnego dnia Jan Paweł II powiedział mi: „Dziś odprawiłem Mszę św. za twoją żonę”. 9 kwietnia 1980 Maria Luisa została zabrana na salę operacyjną, by przeprowadzić cesarskie cięcie. Przy wyjściu dr Villani skomentował: „Ktoś musiał bardzo się modlić”. W akcie urodzenia napisał „7.15 rano”. Była to chwila, kiedy podczas porannej Mszy papieża była śpiewano Sanctus. Przy śniadaniu siostra Tobiana Sobotka, przełożona sióstr sercanek w Pałacu Apostolskim, poinformowała papieża, że urodziła się Carla Luciana Maria. „Deo gratias” - wykrzyknął Jan Paweł II i 27 kwietnia ochrzcił ją w kaplicy prywatnej."

Gugel opowiada także o swojej pracy u boku Jana Pawła I i jego niespodziewanej śmierci. Wyklucza, by mogła być spowodowana czym innym, jak przyczynami naturalnymi.

Swoją pracę u boku Jana Pawła II rozpoczął dwa dni po jego wyborze na Stolicę Piotrową. Wspomina, jak papież-Polak prosił go o sprawdzenie, czy właściwie stawia akcenty w języku włoskim. „Dwa miesiące później, spotykając się z moimi byłymi kolegami żandarmerii, wymyślił zdanie, które mnie wprowadziło w osłupienie: «Jeśli źle zaakcentuję jakieś słowo, to w 50 procentach wina Angelo», i uśmiechnął się przy tym do mnie” – wspomina były papieski kamerdyner.

Gugel opowiada także o swoich osobistych doświadczeniach związanych z egzorcyzmami odprawianymi przez Jana Pawła II podczas audiencji generalnej na Placu Świętego Piotra. „Ja też tam byłem. Dziewczyna klęła z pianą na ustach. Jej głos był grobowy. Jeden z biskupów uciekł ze strachu. Ojciec Święty modlił się po łacinie, w skupieniu. W końcu dotknął jej głowy i natychmiast twarz opętanej się uspokoiła i rozpogodziła. Widziałem, jak wykonywał podobny obrzęd w salonie auli Pawła VI, także po audiencji” – twierdzi.

Gugel wspomina także wypady incognito papieża Wojtyły poza Watykan. Podkreśla, że nie o wszystkich pisano w gazetach. Ojciec Święty uwielbiał góry Abruzzo. Wierny kamerdyner dodał, że nigdy nie słyszał od Jana Pawła II w ciągu 27 lat, aby o coś prosił przy stole, bo jadł to, co było.

Najgłębiej przeżył ostatnie chwile Jana Pawła II 2 kwietnia 2005 r. Wraz z całą rodziną był przy łożu Ojca Świętego. „Ostatnia przyszła Carla Luciana Maria. Gdy tylko weszła do pokoju, papież obudził się z letargu, otworzył oczy i uśmiechnął się. Jakby chciał powiedzieć: «Poznaję cię, wiem kim jesteś»” – wspomina Angelo Gugel.

Przypomina, że przez pierwszych dziewięć miesięcy pontyfikatu był też kamerdynerem Benedykta XVI, chociaż czasami później, pomimo, że już był emerytem był też proszony o pomoc. W 2010 roku przez cały sierpień był z Ojcem Świętym w Castel Gandolfo. „Na koniec powiedziałem mu, że czułem się jak w rodzinie. Odpowiedział: «Ależ zawsze jesteś tutaj w rodzinie!»” - wspomina. Dodaje, że niedawno ponownie odwiedził Benedykta XVI. „Widziałem, że jest bardzo świadomy tego, co się dzieje. Tylko nogi są niepewne. Jest zmuszony do odprawiania Mszy św. na siedząco” – powiedział w wywiadzie dla Corriere della Sera były kamerdyner trzech papieży.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem